Reklama Gora

Video

 

 

POLECAMY

Polecamy  Biuletyn PRP - Numer

Najnowsza książka "Operacja Terror" już w sprzedaży. Do książki załączony jest na płycie DVD film fabularny pod tym samym tytułem. Zapraszamy!

Życie bez miłości nie miałoby sensu. Osoby, które co nieco mają już za sobą, dobrze o tym wiedzą. Dlatego trzeba kiedyś zdobyć się na odwagę i wyznać uczucia ukochanej osobie. Każdy moment jest na to dobry, a walentynki przede wszystkim.


Chociaż święto zakochanych przypada jeden raz w roku – 14 lutego – to przecież zawsze znajdzie się powód, aby się sobą zauroczyć...

W białych zim białych wierszach
Złotych sierpnia pokojach
Moja miłość największa
Nie wie nic, że jest moja
Czas ją syci jak wino
Wyobraźnia upiększa
Moją miłość jedyną
Moją miłość największą

KASIA BLOND
"W pierwszej klasie liceum było sporo fajnych dziewcząt, ale mój wzrok nieustannie przyciągała Kasia. Była ciut niższa ode mnie, miała piękny uśmiech i długie blond włosy. Ale to chyba ten uśmiech tak na mnie działał, jak magnes. Nie mogłem się oprzeć myśli, aby na nią nie spojrzeć, aby nie stanąć jak najbliżej niej, kiedy tylko nadarzyła się okazja – opowiada Wojtek. – Ale nie śmiałem jej niczego zaproponować, jakiegoś spotkania, bo wciąż była otoczona gronem koleżanek i fajnych chłopaków, wyższych, przystojniejszych ode mnie. Nie miałem odwagi podejść do niej i po prostu powiedzieć: 'Kasiu, podobasz mi się, chodź ze mną na spacer'. Kiedy nie mogłem spać po nocach, bo przed moimi oczami wciąż stała ONA – KASIA, wiedziałem, że to nie jest coś przelotnego, chwilowego. Po prostu zakochałem się w niej".
Dużo się uczył, aby pokazać Kasi, że jest zdolnym, dobrym uczniem. Na lekcjach wychowania fizycznego starał się najszybciej biegać, najdalej skakać... aby pokazać Kasi, że jest sprawny, szybki i silniejszy od kolegów. Ale Kasia jakoś obojętnie na to wszystko reagowała, czyli że nie specjalnie jej imponował. Był zrozpaczony, kiedy rodzice poinformowali go, że w lipcu cała rodzina wyjeżdża do Stanów Zjednoczonych. Na stałe.
Zamieszkali w Rutherford w stanie New Jersey. Wojtek długo nie mógł zapomnieć o Kasi. Ale czas zrobił swoje... Najpierw skończył high school, potem college. Jedna praca, potem druga...  Poznał fajną dziewczynę, w końcu wyznał Krystynie miłość. Dzisiaj są dobrą, zgraną parą, mają 12-letnią córkę i 8-letniego synka. Kochają dzieci, kochają siebie.
Niedawno Wojtek musiał służbowo polecieć do Polski, a przy okazji postanowił odwiedzić rodzinę. Zajrzał do rodzinnego Gdańska. Kuzyn powiedział mu, że razem z nim pracuje Kasia – ta sama, w której kiedyś Wojtek się podkochiwał. Ma męża, który pływa na statkach i dwóch dorosłych synów. Dał mu numer telefonu do Kasi – tak na wszelki wypadek, jakby chciał do niej zadzwonić.
Zadzwonił następnego dnia. Umówili się w kawiarence. Wszystko było dobre: miejsce, kawa, spotkanie... Wróciły wspomnienia.
"Wiesz, Kasiu, ja byłem bardzo w tobie zakochany w pierwszej klasie" – wyznał jej Wojtek.
"Ja też... tylko nie miałam śmiałości tego ci wyznać" – odparła szybko.
Ta miłość narodziła się 27 lat temu. Do dziś o niej pamiętają. Niechętnie się żegnali, ale... nie mieli wyboru. Musieli wracać do rzeczywistości.

I nic nie powiem jej, broń Boże
Nie powiem nic umyślnie
Bo póki milczę, to ją mnożę
Gdy wyznam wszystko - pryśnie
Więc nie wyśpiewam mej miłości
Niech nie wie, co się dzieje
I nieświadoma swej piękności
Niech w myślach mych pięknieje

RAFAŁ BYŁ TAKI MĘSKI...
"Mam dwie córki i one mi przypominają przeszłość, ale niechętnie do niej wracam. 25 lat przyjechałam do Nowego Jorku. Z mężem nie pożegnałam się, bo – jak zwykle – nie było go w domu. Dziećmi zajęła się moja mama. Po czterech latach udało mi się je ściągnąć. Dzisiaj mam blisko siebie córki, świetnych zięciów i ukochane wnuki, i wolę nie wracać do tego, co było tam, w Polsce" – opowiada pani Barbara.
Wyjechała z Ciechanowa, bo mąż zajmował się wszystkim, ale nie domem i rodziną. Pracował, ale... nigdy nie miał pieniędzy. Potrafił wyjechać do pracy i wrócić po czterech dniach. Zdradzał ją na lewo i prawo. A tak bardzo go kochała...
"Poznałam Rafała tuż przed maturą. Był wysoki, szczupły, wysportowany. Potrafił swoim niewinnym uśmiechem zawrócić w głowie prawie każdej dziewczynie. Był trzy lata starszy ode mnie – kontynuuje pani Barbara. – Poznałam wcześniej Piotrka. Był dwa lata starszy ode mnie. Może nie był tak przystojny jak Rafał, ale za to świetnie pływał. W czasie wakacji pracował jako ratownik w ośrodku, w którym ja potem podjęłam pracę. Często czekał na mnie przed szkołą i kiedy wychodziłam po lekcjach, zabierał mnie na kawę i dobre ciastka albo na spacer do lasu. Dużo czasu spędzaliśmy ze sobą, lubiłam go słuchać, bo pięknie potrafił opowiadać o tym, co widział czy co czytał albo... co czuł.
Ale jakoś tak bardziej ciągnęło mnie do Rafała. Był taki męski, twardy. Kiedyś, podczas spaceru poza miasto, oszalałam, uległam mu i po dwóch miesiącach ustaliliśmy datę ślubu. Naszymi świadkami byli Piotrek i Ania, siostra Rafała. Hm, to dziwne, ale niewiele pamiętam ze ślubu... Pamiętam świetnie jeden moment: kiedy zabrzmiały w kościele dzwonki i zagrały organy, Piotrek zbliżył się do mnie, chwycił mnie za rękę i powiedział do ucha: 'Basiu, to ja powinienem stać obok ciebie!'. I rozpłakał się. Na weselu był cały czas smutny i wciąż na mnie patrzył" – wspomina pani Barbara.
Matka pani Barbary, która nadal mieszka w Ciechanowie, kilka miesięcy temu poprosiła ją, aby przyjechała do niej z wnukami, chociaż na krótko. W sierpniu ubiegłego roku pojechała więc z Tomkiem i Kasią – dziećmi starszej córki Anety. To były piękne trzy tygodnie dla nich wszystkich. Tomek i Kasia zachwycili się Polską, znacznie lepiej zaczęli też mówić po polsku.
Pani Basia wróciła lekko rozkojarzona. Nawet nie próbowała spotkać się z byłym mężem, ale brat skontaktował ją z Piotrkiem. To już dojrzały facet, który ma żonę, dzieci i wnuki. "Jak wszedł do tej samej kawiarenki, w której kiedyś spotykaliśmy się, to miałam wrażenie, że niewiele się zmienił, jedynie włosy mu posiwiały – mówi pani Barbara. – Przytulił mnie delikatnie. Niewiele mówił... Słuchał i patrzył... W pewnym momencie powiedział: 'Jesteś tylko trochę starsza, ale za to o wiele mądrzejsza i wyglądasz pięknie. Gdyby to było możliwe – chciałbym stanąć przed ołtarzem obok ciebie, Basiu".

Może kiedyś, po latach
Jednak szepnę nieśmiało
"Kiedyś, tamtego lata
Strasznie panią kochałem"
A ty przerwiesz w pół zdania
Me wyznania zabawne
"I ja pana kochałam
Wtedy latem i dawniej"

NAJPIĘKNIEJSZE NA ŚWIECIE BŁĘKITNE OCZY
"Jak pewnie większość nastolatek, beznadziejne zakochiwałam się co jakiś czas, ale najbardziej pamiętam Maćka, do którego wzdychałam w trzeciej i czwartej klasie ogólniaka – mówi Anna, która cztery lata temu wyemigrowała z Rzeszowa do Nowego Jorku. – Pierwszą wielką miłość poznałam na 'osiemnastce' koleżanki z klasy. Od razu zwróciłam na niego uwagę, przede wszystkim dlatego, że był jednym z nielicznych wyższych chłopaków ode mnie – ja mam 175 centymetrów wzrostu. Poza tym był jedynym studentem na imprezie i wtedy wydawało mi się, że jest już bardzo dojrzałym mężczyzną. Jeśli chodzi o wygląd ,to miał krótkie, ciemne włosy, bródkę, niebieskie oczy i piękny uśmiech. Udało nam się porozmawiać dosłownie przez chwilę, bo prawie natychmiast otoczyły go moje koleżanki. Doskonale to rozumiem" – podkreśla.
Po "osiemnastce" rozpoczęło się "miłosne śledztwo", w którym uczestniczyła przyjaciółka Anny, Dagmara. Okazało się, że Maciek uczy się na ratownika medycznego i jest studentem obecnego Uniwersytetu Rzeszowskiego, wówczas – Wyższej Szkoły Pedagogicznej. Mieszka na jednym z największych osiedli w mieście – Baranówce, uwielbia siatkówkę i często jest na meczach Resovii Rzeszów. Anna stała się więc kibicką sportową.
"Jak wspominam to młodzieńcze zauroczenie, to aż trudno mi uwierzyć, że można się aż tak zakochać w kimś, kogo się w ogóle nie zna i jak wiele można zrobić, aby ponownie spotkać tę osobę. Czasy, kiedy dorastałam, były pozbawione telefonów komórkowych, facebooków czy innych portali społecznościowych, które teraz bardzo sprzyjają miłości. Z drugiej strony zabierają mnóstwo emocji. Pamiętam, jak z bijącym sercem szłam na mecze siatkówki wiedząc, że prawdopodobnie ON tam będzie. Oczywiście, że był, a ja – zamiast obserwować grę na boisku – próbowałam wypatrzyć najpiękniejsze na świecie błękitne oczy" – wspomina Anna.
Plusem fatalnego zauroczenia – bo okazało się, że Maciek kompletnie nie pamięta Anny z "osiemnastki" – były całkiem fajne mecze Resovii. "Pamiętam, jak w końcu – chyba dopiero w okresie playoffów, czyli w końcówce sezonu – odważyłam się do niego podejść. On spojrzał na mnie tymi błękitnymi 'cudami' i zapytał: skąd my się znamy? Roztrzaskał mi serce na tysiąc kawałków" – wyznaje Anna.
Po okresie rozpaczy, który trwał kilka dobrych tygodni i kosztował Annę dwie jedynki – z fizyki i języka polskiego, bo po prostu nie była w stanie się uczyć – spotkała Maćka ponownie. Tym razem na imprezie plenerowej "Powitanie lata" na rzeszowskich bulwarach. "Maciek już pamiętał, że mnie nie pamiętał, za co przeprosił. To oczywiście na nowo rozpaliło moje uczucie do niego. Usiłowaliśmy pogadać, ale: po pierwsze – było bardzo głośno, a po drugie – zwyczajnie zaniemówiłam i nic, oprócz 'mhyy', nie potrafiło mi przejść przez gardło. Mimo to te pół godziny stania obok siebie wspominałam przez kolejne miesiące, jako jedną z najpiękniejszych chwil dotychczasowego wówczas życia" – kontynuuje swoją opowieść.
Takie spotykanie się, przede wszystkim przypadkowe – na meczach w kolejnym sezonie, imprezach plenerowych (na przykład podczas zabawy sylwestrowej) – trwało w sumie około dwóch lat. W końcu, gdy Anna odważyła się wyznać mu miłość, odparł, że przeprasza, ale szuka starszych dziewczyn. Tym razem rozpacz była tak duża, że Anna oświadczyła rodzicom, iż rzuca szkołę. Po dwóch tygodnia bunt się skończył – wygrała obietnica wakacji we Włoszech z przyjaciółką. "Mam bardzo wyrozumiałą mamę, która też przecież kiedyś miała naście lat, choć w jej przypadku to raczej ona łamała serca. Ja cierpiałam jeszcze sporo czasu, na szczęście zdałam maturę, i to nawet z niezłym wynikiem. O Maćku zapomniałam dopiero na studiach" – konkluduje Anna.
Po około pięciu latach, gdy wróciła do Rzeszowa, okazało się, że jej dobra koleżanka Agnieszka spotyka się z najlepszym przyjacielem Maćka – Tomkiem. "Spotkałam Agnieszkę w autobusie i zaczęłyśmy wspominać dawne czasy. Ona wiedziała o moim beznadziejnym zakochaniu i w pewnym momencie zakrzyknęła: 'wiesz co? Przecież ja spotykam się z kumplem Maćka'. Trochę się pośmiałyśmy z tego, jaki świat jest mały. Po kilku tygodniach na mój domowy telefon zadzwonił... Maciek. Zaproponował spotkanie. Gdyby to stało się pięć lat wcześniej, oszalałabym ze szczęścia" – podkreśla Anna.
Trochę z ciekawości, ale i z sentymentu, Anna umówiła się z Maćkiem. To był tak naprawdę pierwszy raz, kiedy mogli sobie porozmawiać i dowiedzieć się czegoś więcej o sobie. Po około trzydziestu minutach skończyły im się tematy. "Wtedy sobie pomyślałam: tyle nieprzespanych i zapłakanych nocy poszło na marne! On jest taki nudny! Gdybym to wiedziała wtedy...". Maciek miał jednak zupełnie inne zdanie o ich pierwszej prawdziwej randce, bo szybko zaproponował drugą. "Zgodziłam się, bo pomyślałam, że może on czuł się skrępowany i stąd taka marna rozmowa, ale na drugim spotkaniu było jeszcze gorzej. Nagle najpiękniejsze na świecie błękitne oczy stały się zwyczajnie niebieskie, a nawet szaroniebieskie. Uśmiech jak uśmiech... Dobrze, że stałam się fanem siatkówki, to jakoś jeszcze ratowałam rozmowę, ale dla mnie była to męczarnia. Tym bardziej byłam zdziwiona, gdy zadzwonił trzeci raz. No, ale dobrze, do trzech razy sztuka. No i na ostatnim – jak się później okazało – spotkaniu, po przemęczonej godzinie powiedziałam, że niestety, raczej nic z tego nie będzie. Maciek tylko pokiwał głową i powiedział: tak coś czułem, że role się odwróciły i teraz to ja nie będę mógł przez jakiś czas zasnąć" – zakończyła swoją opowieść Anna.

I nic prócz małej chwilki żalu
Nie złączy nas, kochana
W tym dziwnym życiu, śmiesznym balu
Miłości niewyznanych
Bladym tancerzom gra cichutko
Orkiestra salonowa
A pod orkiestry każdą nutką
Podpisać można słowa:

W białych zim białych wierszach
Złotych sierpnia pokojach
Moja miłość największa
Nie wie nic, że jest moja
Czas ją syci jak wino
Wyobraźnia upiększa
Moją miłość jedyną
Moją miłość największą

I WCIĄŻ ZA TOBĄ TĘSKNIĘ...
"Wyjechałem do Ameryki na dwa lata – tak uzgodniłem z żoną. Miałem wrócić na komunię naszej córeczki – opowiada pan Marek. – I istotnie, pojawiłem się w Kielcach na komunii Urszulki, ale potem... wróciłem do Wallington w stanie New Jersey. Miałem dobrą pracę, którą lubiłem, i nieźle zarabiałem, a w domu były potrzebne pieniądze. Uzgodniliśmy, że jeszcze rok, no może dwa, popracuję w USA".
Pan Marek dzwonił regularnie, w każdą sobotę, do swoich dziewcząt i synka. Każda rozmowa trwała około godziny. Najpierw rozmawiał z córką. Córka na koniec zawsze powtarzała: "tata, tęsknię za tobą. Kiedy wrócisz?". A Bartek dodawał: "tata, ja też bardzo tęsknię". Był więc zdecydowany, wręcz zdesperowany, aby wracać do domu, do Polski. Ale powstrzymał się jeszcze ze względu na planowany przyjazd żony i dzieci. No i wraca już od 18 lat...
Po roku pan Marek znowu poleciał do Polski. Dwa tygodnie poświęcił dla rodziny. Spotykał się z najbliższymi, spędzał z nimi każdą chwilę. W niedzielę poszedł z córką na mszę do kościoła św. Józefa. Kiedy po mszy zatrzymali się na chwilę przed kościołem, nagle usłyszał znajmy damski głos: "Marek, to ty?!". Odwrócił się, przez chwilę przypatrywał się pięknej, dojrzałej kobiecie, po czym rzekł: "Tak, Marysiu, to ja".
Była ze starszym synem, Kubą. Zaprosiła Marka i Urszulkę na kawę do siebie. Nie widzieli się chyba ze 20 lat. Marysia wyglądała pięknie, niemal jak wtedy, w czasach licealnych. Kuba, kilka lat starszy od Urszulki, zajął się nią, a Marek siadł przy stole z Marysią. Jej mąż wyjechał z córką i drugim synem do rodziny w Masłowie. Zrobiła fantastyczną kawę, podała pyszny sernik. Zauważył, że wszystko, co zrobiła Marysia, było wspaniałe.
Wróciły wspomnienia... Podobała mu się już w pierwszej klasie podstawówki. Na swój sposób okazywał jej swoją sympatię: targał ją za włosy, szczypał po rękach lub biodrach, gdy była w pobliżu, szturchał, podstawiał nogę... Na balu kończącym ósmą klasę odważył się poprosić Marysię do tańca, ale... był wówczas kiepskim tancerzem. Uczyli się potem w różnych liceach. Marysia stawała się coraz piękniejszą brunetką, za którą chłopcy wypatrywali oczy. Marek spotykał się z nią od czasu do czasu, starał się zainteresować jakąś wystawą lub wydarzeniem artystycznym. Któregoś dnia, tuż przed maturą, w końcu odważył się i powiedział: "Marysiu, ja chciałbym z tobą częściej się spotykać, bo bez ciebie jest mi bardzo źle". Ona uśmiechnęła się i odparła: "Marku, ja też bardzo cię lubię, ale... mam chłopaka i po maturze wychodzę za niego za mąż".
Nie mógł znaleźć sobie miejsca, nie spał po nocach... Po maturze wyjechał na studia do Warszawy, aby być od niej daleko. Od kolegów z podstawówki dowiadywał się, co tam słychać u Marysi, bo jednak tkwiła w jego pamięci. Czas powoli zacierał rany. Skończył studia, ożenił się, doczekał się dwójki dzieci. A potem wyjechał do Stanów.
Kiedy tak siedzieli w pięknym, zadbanym mieszkaniu, przy pysznej kawie, w pewnym momencie Marysia powiedziała: "Wiesz, Marku, często o tobie myślę. Byłeś dla mnie ważny, ale ten, który został moim mężem, był wtedy ważniejszy. Dzisiaj, gdybym mogła wrócić do tamtego naszego spotkania przed maturą, powiedziałabym ci: ja też chcę być z tobą! Nie wiesz, jak często o tobie myślałam, jak tęskniłam, mimo że miałam już męża. I wciąż za tobą tęsknię... Tylko że za dużo stało się w naszym życiu i już tego nie odwrócimy".
Uściskał ją na pożegnanie i otarł łzę.
"Tata, wracamy do mamy, bo mama na pewno za nami tęskni" – powiedziała Urszulka, kiedy wyszli na ulicę.

"Moja miłość największa" – autor tekstu: Wojciech Młynarski, muzyka: Włodzimierz Korcz. Rok powstania: 1998. Wykonanie oryginalne: Michał Bajor (1998).

Breadcrumbs

Radio Pomost

Sorry this page uses a flash based native radio and needs adobe flash 10+ support.
Download Flash here.

Reklama



Wszystkie teksty zawarte na tej stronie mog być wykorzystane tylko za zgodą autora strony, lub autora tekstu

Wykorzystanie bez zgody, oznacza zamanie praw autorskich, grożące sankcjami prawnymi

Copyright Radio Pomost Arizona © 2013.