Reklama Gora

Video

 

 

POLECAMY

Polecamy  Biuletyn PRP - Numer

Najnowsza książka "Operacja Terror" już w sprzedaży. Do książki załączony jest na płycie DVD film fabularny pod tym samym tytułem. Zapraszamy!

W najbardziej istotnym momencie dla transformacji ustrojowej, w tajemniczych okolicznościach zostali zamordowani trzej katoliccy księża. Ich morderstwa były elementem realizacji Okrągłego Stołu. – Mamo, nie martw się, bo gdyby, nie daj Boże, coś mi się stało, to przecież Staszek mnie zastąpi– tak powiedział ksiądz Jerzy Popiełuszko, żegnając się po raz ostatni ze swoimi najbliższymi.

Rozmowa miała miejsce wieczorem, 13 września 1984 roku, tuż przed wyjazdem kapłana do Warszawy. Pięć tygodni później Popiełuszko został zamordowany w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach. Brutalne morderstwo wstrząsnęło opinią publiczną, ale nie zakończyło dzieła księdza. „Msze w intencji ojczyzny” prowadził od tamtej pory ksiądz Stanisław Suchowolec – kapłan z parafii na białostockich Dojlidach i jeden z najbliższych przyjaciół Popiełuszki. Odprawiane przez niego msze przyciągały tysiące wiernych i stały się miejscem antykomunistycznych manifestacji. Trwało to aż do 30 stycznia 1989 roku, kiedy zwłoki charyzmatycznego wikarego odnaleziono w jego mieszkaniu na plebanii na białostockich Dojlidach.

Tydzień wcześniej, na plebanii kościoła na warszawskich Powązkachznaleziono ciało proboszcza – księdza prałata Stefana Niedzielaka. Krótki protokół sekcjizwłok stwierdzał, że przyczyną śmierci były obrażenia głowy. Rutynowe dochodzeniezakończone zostało formułką "nieszczęśliwy wypadek". Prokuratura
odłożyła sprawę do akt i więcej do niej nie powróciła.Prokuratorzy prowadzący śledztwa popełniali kardynalne błędy. W obu miejscach zbrodni technicy zadeptali ślady. Nie poddano badaniom kryminalistycznym gumowej rękawiczki, w której sprawca zadał śmiertelny cios księdzu Niedzielakowi. Dwaj dochodzeniowcy z Białegostoku, którzy odkryli na ciele księdza Suchowolca rany zadane ostrym narzędziem, nie zostali nawet przesłuchani, a ich notatki nie trafiły do akt dochodzenia. Na sfałszowanych zeznaniach i notatkach oparli swoją opinię biegli sądowi, sporządzający sekcję zwłok. Na tej podstawie powstała wersja, że białostocki wikary zmarł wskutek zaczadzenia.
 
Po latach, m.in. dzięki odtajnionym archiwom bezpieki wiadomo, że śmierć księdza Suchowolca i księdza Niedzielaka nie była tragicznym wypadkiem, lecz precyzyjnie zaplanowanym, wykonanym i zatuszowanym elementem gry operacyjnej służb specjalnych PRL-u. Przypadkowe nie były ani okoliczności śmierci (pożar), ani czas (ostatnie dni stycznia 1989), ani miejsce zbrodni (parafie na Dojlidach i na Powązkach). Przede wszystkim zaś przypadkowa nie była osoba zamordowanego. Charyzmatyczny, młody ksiądz od kilku lat prowadził msze święte za ojczyznę i głośno mówił co myślał o komunistycznej władzy. To dlatego właśnie władze PRL zaplanowały zbrodnię, a potem zapewniły bezkarność zabójcom, ich pomocnikom i mocodawcom. Przez całe lata wszelkie próby wyjaśnienia morderstwa kończyły się fiaskiem, a ludzie, którzy znali choćby część prawdy, ginęli w tajemniczych okolicznościach.
 


Zakopać śledztwa
W połowie marca 2004 roku szef pionu śledczego Instytutu Pamięci Narodowej – prof. Witold Kulesza– wezwał na pilną rozmowę lubelskiego prokuratora Andrzeja Witkowskiego. Witkowski prowadził wówczas wielowątkowe śledztwo w sprawie funkcjonowania w latach 1956 – 1989 związku przestępczego w MSW. Śledztwo obejmowało m.in. niewyjaśnione zgony katolickich księży. Kulesza powiedział, że 19 października 2004, w 20. rocznicę zbrodni na księdzu Popiełuszce, ma odbyć się uroczysta konferencja prasowa, podczas której IPN oficjalnie poinformuje o sukcesach w ustaleniu prawdy o działalności MSW. Witkowski potraktował to jako żart. W jego wieloletniej pracy prokuratorskiej nie zdarzyła się mu podobna propozycja. Kilka dni przed planowaną konferencją prasową został odwołany, zabrano mu akta sprawy Popiełuszki i zakazano kontaktów z prasą. Zdeterminowany prokurator kontynuował śledztwo w sprawie pozostałych zgonów. W styczniu 2006 roku ostatecznie udowodnił, że przyczyną pożaru w mieszkaniu księdza Suchowolca było... zbrodnicze podpalenie. Więcej ustalić nie mógł, gdyż przełożeni w IPN skutecznie uniemożliwili mu dalsze działania i w kilka miesięcy później doprowadzili do jego odejścia. – Pan Witkowski został w latach 90. przesłuchany jako świadek w sprawie generałów Ciastonia i Płatka. To mogło podważać jego obiektywizm przy tej sprawie– tłumaczy dziś Kulesza. Wniosek o odwołanie Witkowskiego złożył generał Czesław Kiszczak. To zaskakujące, bo to właśnie Kiszczak miał w 2004 roku usłyszeć od lubelskiego prokuratora zarzuty.

Odwołanie Andrzeja Witkowskiego uwieńczyło prowadzoną od lat tajemniczą grę, której celem było uniemożliwienie wyjaśnienia jakichkolwiek okoliczności zabójstwa księży Niedzielaka i Suchowolca. Gra ta zaczęła się kilka godzin po śmierci księdza, kiedy milicjanci i technicy zadeptali ślady na miejscu zbrodni, a świadkowie udawali, że niczego nie widzieli. – Od samego początku miałem wrażenie, że całe to śledztwo zmierzało do udowodnienia, że pożar był dziełem przypadku– ocenia Jerzy Naumann, od 1989 r. pełnomocnik prawny rodziny Suchowolców.W konsekwencji, w czerwcu 1989 roku, ogłoszono, że ksiądz zginął w wyniku tragicznego wypadku i śledztwo umorzono. Pod tą decyzją podpisał się prokurator Cezary Kalinowski, później przewodniczący Rady Izby Komorniczej w Białymstoku, a w 1990 roku wymieniony w „Raporcie Rokity” jako jeden z odpowiedzialnych za tuszowanie komunistycznych zbrodni. – Pan Rokita mnie pomówił– tłumaczył w 2008 roku Kalinowski. – Nie mam sobie nic do zarzucenia, jeśli chodzi o rzetelność śledztwa w sprawie księdza Suchowolca.Później, w latach 90., dwukrotnie pojawiła się szansa na ustalenie prawdy: najpierw, kiedy prokuratorem wojewódzkim został mecenas Lech Lebensztejn – wcześniej pełnomocnik kurii białostockiej, a potem, kiedy morderstwo chciał wyjaśnić sumienny prokurator – Marian Jaroszewicz. Obaj nie mogli jednak zakończyć pracy. Pierwszy wkrótce stracił stanowisko, drugi został odsunięty i awansowany. Udało im się zgromadzić obszerny materiał dowodowy, który mógłby stanowić bazę wyjściową dla ich rzetelnego następcy. Tym bardziej że zeznania przesłuchiwanych i zwolnionych z tajemnicy państwowej byłych funkcjonariuszy SB mocno zawężały krąg potencjalnych sprawców zbrodni. Dlaczego więc, mimo takich informacji, nie udało się ostatecznie ustalić, kto w styczniową noc zamordował księdza. Czyżby białostockiej prokuraturze i Instytutowi Pamięci Narodowej nie zależało na wyjaśnieniu okoliczności zbrodni i wskazaniu jej sprawców? A jeśli tak, to dlaczego?

 Ściśle tajne

Gdy upadała PRL, nowe, solidarnościowe władze rozpoczęły reformę służb specjalnych. Jej głównym elementem była likwidacja owianej złą sławą SB i weryfikacja jej funkcjonariuszy. Wojewódzkie komisje weryfikacyjne popełniły szereg błędów, wśród których  najpoważniejszym było niezabezpieczenie archiwów byłej bezpieki. Z niepilnowanych archiwów wywieziono i spalono ogromną część akt operacyjnych – wśród nich dokumenty dotyczące działań wymierzonych w katolickich księży. W Białymstoku – jako jedna z pierwszych – spłonęła Teczka Ewidencji Operacyjnej księdza Stanisława Suchowolca. Na protokole tej czynności zachowała się adnotacja: „zniszczono z powodu braku jakiejkolwiek wartości operacyjnej”. – Taki zapis może świadczyć o tym, że akt tych Służba Bezpieczeństwa obawiała się najbardziej– ocenia Henryk Piecuch, pisarz i autor książek o służbach specjalnych PRL. Co ciekawe: utajniono nawet skład komisji, która dokonała zniszczenia teczki księdza Stanisława. Klauzula tajności obowiązuje do dziś. Nie została zdjęta nawet wtedy, kiedy po zmianie ustroju wszczynano śledztwo w tej sprawie. Dokumenty komisji weryfikacyjnej SB wskazują tymczasem, że w 1990 roku do białostockiej delegatury tworzonego wówczas Urzędu Ochrony Państwa przyjęto wielu funkcjonariuszy SB, w tym osoby, które wcześniej zajmowały się inwigilacją i szykanowaniem księdza Suchowolca. Później UOP angażował się w śledztwa mające wyjaśnić zbrodnie PRL. W jaki sposób miało dojść do wyjaśnienia tej zbrodni, skoro śledztwo prowadzili dawni koledzy i bliscy znajomi morderców?

Kryptonim „Suchowola”

Po likwidacji SB jej zachowane akta i zasoby agenturalne trafiły do Urzędu Ochrony Państwa, a później do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Delegatura w Białymstoku przejęła m.in. resztki akt dotyczących sprawy księdza Suchowolca. Ich treść pokrywa się z zeznaniami świadków przesłuchanych przez prokuratorów w latach 90. Archiwalne dokumenty dowodzą, że od 1984 roku wikary z Dojlidów był obiektem „działań specjalnych” prowadzonych przez bezpiekę w ramach Sprawy Operacyjnej opatrzonej kryptonimem „Suchowola”. Kilkakrotnie został pobity przez „nieznanych sprawców”, odbierał telefony i listy z groźbami śmierci, wiele razy przecinano opony i przewody hamulcowe w jego samochodzie. Długi czas starano się zdyskredytować go i oczernić (m.in. poprzez dwie związane z bezpieką kobiety, z których jedna opowiadała, że ma z księdzem romans, a druga, że jest matką jego dziecka). Zachowane w archiwach IPN dokumenty wskazują, że od 1985 roku w białostockiej SB działała kilkuosobowa grupa funkcjonariuszy zajmująca się nękaniem kapłana. Jej szefem był kpt. Włodzimierz Wasiluk– do listopada 2005 roku radny Białegostoku z ramienia SLD.

Przy wspólnym stole


Z informacji zawartych w aktach śledztw IPN wynika, że istniały dwie koncepcje „operacyjnego” wykorzystania śmierci księdza Suchowolca. Pierwsza – częściowo zrealizowana – zakładała stworzenie atmosfery zagrożenia wśród działaczy opozycji. Według drugiego planu, winą za śmierć księdza mieli zostać obarczeni członkowie „Solidarności” z jego najbliższego otoczenia. Pieniądze pochodzące ze składek opozycjonistów oraz osobiste rzeczy księdza tuż po zabójstwie miały zostać podrzucone do ich domów i potem znalezione wskutek sfingowanych „rewizji”. SB miałoby „dowody”, że za morderstwem kapłana stali działacze białostockiej „Solidarności”, którzy chcieli ukraść mu pieniądze i storpedować pokojowe rozmowy z władzą. Konsekwencją tego musiałaby być fala aresztowań najbardziej aktywnych opozycjonistów, a przez to pozbawienie ich wpływu na dalsze wydarzenia polityczne. Planu tego jednak nie zrealizowano, najprawdopodobniej dlatego, że w tamtym czasie obrady Okrągłego Stołu zbliżały się już do finału wyreżyserowanego przez generałów. Fala aresztowań przeciwników politycznych mogła tylko spowodować niepotrzebny rozgłos i zahamować skutecznie realizowaną koncepcję.Archiwa wskazują, że nękające działania przeciwko kapłanowi prowadzone były przynajmniej przez 4 lata. Co więc sprawiło, że po tak długim czasie szefowie bezpieki zdecydowali się zamordować księdza? Odpowiedzią na to pytanie są słowa generała Pożogi, wypowiedziane w połowie stycznia 1989 roku, w najgorętszym okresie przygotowań do obrad Okrągłego Stołu, kiedy część opozycji zaczęła kwestionować negocjacje. W obecności najważniejszych dygnitarzy komunistycznego państwa Pożoga mówił: – Jeżeli teraz nie zaczniemy działać radykalnie, to za rok już nikt nie będzie nas słuchał. Czy „działania radykalne” oznaczały zamordowanie duchownego i tym samym zastraszenie najbardziej konsekwentnych opozycjonistów?W podobnym tonie, mówił komunistyczny minister Józef Czyrek. Przyjmując w 1989 roku delegację NRD, Czyrek mówił: ""Chcemy mieć ofensywę we własnych rekach. Celem okrągłego stołu jest próba podzielenia opozycji. Jeśli się uda wygrać cześć opozycji dla polityki porozumienia, to skrzydło to będzie się musiało zdystansować od sil radykalnych." Tezę taką potwierdza meldunek, który w połowie lutego 1989 r. trafił na biurko gen. Czesława Kiszczaka: „Śmierć Stanisława Suchowolca wywołała poczucie zastraszenia w radykalnych kręgach opozycji, które przestały się upierać przy swoich żądaniach. Wydaje się, że właśnie teraz nastał czas dla wynegocjowania najlepszych warunków politycznych”.  W tym kontekście nie mogą dziwić daty zabójstw księży. Ksiądz Niedzielak zginął w przeddzień zjazdu Komisji Krajowej Solidarności, w trakcie której ustalano sposoby negocjacji z władzą. Ksiądz Suchowolec zginął w przeddzień rozpoczęcia obrad Okrągłego Stołu. Wywołało to poczucie zastraszenia wewnątrz "radykalnej" frakcji "Solidarności" czyli tej, która domagała się ukarania komunistów za popełnione przez nich zbrodnie. Negocjacji z władzą domagała się tylko frakcja "umiarkowana", przesiąknięta konfidentami SB. To właśnie z jej przedstawicielami w lutym 1989 roku władza komunistyczna zasiadła do rozmów przy Okrągłym Stole. Zgodnie z przyjętym wcześniej planem, komuniści formalnie oddali władzę,  zapewniając sobie wpływy i przywileje w III RP. Radykalna frakcja "Solidarności" - zastraszana morderstwami katolickich księży - nie kwestionowała legalności obrad.

Wystawiony

11 lipca 1989 r. późnym wieczorem, dwie młode kobiety znalazły zwłoki mężczyzny w
pobliżu dworca PKS w Krynicy Morskiej. Zmarłym okazał się ksiądz Sylwester Zych (ur.
1956) – znany z wspierania działalności opozycyjnej, w czasie stanu wojennego więziony za
rzekomy współudział w zabójstwie milicjanta. Śledztwo w sprawie śmierci prowadził elbląski prokurator Wojciech Mazurek – po 1990 r.  stopniowo awansowany w służbowej hierarchii. Mazurek popełnił rażące błędy w dochodzeniu – najważniejszym było bezzasadne wstrzymanie się z sekcją zwłok kapłana. Według oficjalnej wersji, ksiądz umarł wskutek zatrucia alkoholem. Z opisu śladów ukłuć w okolicach żył wynika, że ktoś wstrzyknął Zychowi alkohol metylowy do żył, powodując w ten sposób jego śmierć. Prokurator Mazurek nie podjął tego wątku w śledztwie i po kilku czynnościach, które nie doprowadziły do wyjaśnienia morderstwa, zamknął sprawę. I ta data nie jest przypadkowa. Zgon księdza Zycha nastąpił kilka dni po pierwszych, częściowo wolnych wyborach. Formalnie komuniści odeszli, ale wciąż chcieli pokazać, że są silni. Nie jest też przypadkiem, że ich ofiarą padł ksiądz, który jeszcze wiosną 1989 roku kwestionował legitymację Okrągłego Stołu. Prawda o tych zbrodniach nie wychodzi na światło dzienne, a jej sprawcy są ukrywani i chronieni przez III RP, gdyż gwarantuje im to porozumienie okragłostołowe.

Leszek Szymowski

Breadcrumbs

Radio Pomost

Sorry this page uses a flash based native radio and needs adobe flash 10+ support.
Download Flash here.

Reklama



Wszystkie teksty zawarte na tej stronie mog być wykorzystane tylko za zgodą autora strony, lub autora tekstu

Wykorzystanie bez zgody, oznacza zamanie praw autorskich, grożące sankcjami prawnymi

Copyright Radio Pomost Arizona © 2013.