Reklama Gora

Video

 

 

POLECAMY

Polecamy  Biuletyn PRP - Numer

Najnowsza książka "Operacja Terror" już w sprzedaży. Do książki załączony jest na płycie DVD film fabularny pod tym samym tytułem. Zapraszamy!

Kto się boi reformy? Pochlebiam sobie, że zastrzeżenia i niebezpieczeństwa związane z działalnością tzw. organizacji pozarządowych (z angielska non-government organizations – NGO) sygnalizowałem już kilka lat temu na blogu, całkiem niedawno zaś, w marcu tego roku, również na łamach „Warszawskiej Gazety” w tekście Pozarządowe agentury wpływu, wyprzedzając tym samym obecną kampanię polityczno-medialną rządu PiS-u i „Wiadomości” TVP.
Trzeba tu przyznać, że inicjatywa rządu premier Beaty Szydło, by stworzyć jakąś centralną formułę dystrybucji środków publicznych – choćby w postaci postulowanego Narodowego Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego – jest krokiem we właściwym kierunku. Do tej pory bowiem nikt tak naprawdę nie panował nad rozdzielaniem funduszy, a, całościowo patrząc, są to miliardy złotych. Każde ministerstwo wydawało pieniądze niezależnie od siebie, co prowadziło do nieuchronnego w takich sytuacjach marnotrawstwa, a i same NGO-sy traciły mnóstwo czasu i energii na składanie wniosków o kolejne granty w różnych resortach. Innymi słowy, „nie wiedziała lewica co czyni prawica” – czyli klasyczna „mętna woda”, w której swoje ryby łowili zarówno uczciwi działacze społeczni, jaki i różni cwaniacy, upatrujący w takiej aktywności okazję do łatwego zarobku.


Wydawałoby się więc, że społecznicy powinni takiemu pomysłowi przyklasnąć – wszystkie środki i programy skupione w jednym miejscu, nie trzeba biegać po każdą dotację od Annasza do Kajfasza… Tymczasem nic z tego – rozległ się wrzask o „podporządkowaniu” władzy „niezależnych” organizacji, upolitycznieniu itd. Wyjaśnijmy sobie zatem coś – mówienie o „organizacjach pozarządowych” w sytuacji gdy są one podłączone w ten czy inny sposób do finansów publicznych, jest nieporozumieniem. Obecny system to po prostu prywatyzacja zadań państwa poprzez zlecanie ich wykonania podmiotom zewnętrznym. Nie musi to być złe, prywatna fundacja może być bardziej wydajna od skostniałej biurokracji, ale rząd jako zleceniodawca i dysponent środków powinien mieć nad tym kontrolę – co, na jakie cele i do kogo trafia. Podejrzewam, że zasiedziałe na „rynku” organizacje „trzeciego sektora”, którego specyfiką jest nieustanna walka o kolejne pule finansowe, przez te wszystkie lata „wychodziły” sobie odpowiednie dojścia w różnych gabinetach, zaś opracowana przez Adama Lipińskiego reforma zakłóca ich dotychczasowy habitat, w którym się wygodnie umościły. Owszem, wiem, że przy rozdziale grantów są konkursy i inne wodotryski obiektywizmu, żeby nikt się nie czepiał, ale wiadomo też, że nie ma konkursu, którego nie można by ustawić, a wyrobione kontakty również pomagają – choćby w tym, że komisja spojrzy przychylnym okiem, a może nawet na boku podszepnie, jak napisać wniosek, żeby było dobrze.

 

Bierz forsę i w nogi

 

Mówiąc wprost – instytucje „pozarządowe” stały się w licznych przypadkach przepompowniami pieniędzy do krewnych i znajomych królika. Odnoszę wrażenie, że wiele z nich najchętniej widziałoby sytuację „dawaj forsę i nie wnikaj”, czy dane „szkolenie” było zasadne, czy „ekspertyza” komukolwiek na coś się przydała, czy też mieliśmy do czynienia z tzw. przewaleniem budżetu. Tak, na działalności społecznej też można się niezgorzej pożywić… Drastycznym przykładem jest sprawa Jakuba Śpiewaka, który zdefraudował pieniądze swojej fundacji Kidprotect, ale on akurat był zwyczajnie głupi. Ordynarnie kradł, zamiast zlecić znajomemu jakąś „analizę” i podzielić się pod stołem pieniędzmi.

 

Z powyższym łączy się kwestia wynagrodzeń. Powiem w ten sposób: jeśli ktoś chce coś zrobić społecznie i jest na daną aktywność zapotrzebowanie, da sobie radę. Wystarczy odrobina poświęcenia i determinacji. Niekoniecznie społecznikostwo musi być sposobem na wygodne życie cudzym kosztem. Nie potępiam wprawdzie w czambuł pobierania pensji i profesjonalizacji „trzeciego sektora”, ale… trzeba znać umiar. Jeżeli słyszę, że Fundacja Rozwoju Demokracji Lokalnej, której przewodniczy pan sędzia Jerzy Stępień, na wynagrodzenia wydaje rocznie ponad 15 mln zł, czyli ponad połowę swych przychodów, to trudno nie podejrzewać, że mamy tu jakieś żerowisko – nie mówiąc już o konflikcie interesów, gdy w fundacjach będących beneficjentami publicznych środków zasiadają krewni prominentnych polityków. Dlatego teraz, na wieść o zmianie zasad finansowania, tak się zapieklili. Boją się po prostu, że może im się urwać, a wszak zdążyli się już przyzwyczaić do dobrze opłacanego „społecznictwa”. Toteż uważam, że głośny wybuch ministra Glińskiego, który tak ucieszył „Wyborczą” z przyległościami, był tutaj cokolwiek nie na miejscu. Uczciwe podmioty, których działalność jest faktycznie społecznie potrzebna, nie mają się czego obawiać – bo ważne też, by nie wrzucać wszystkich NGO-sów do jednego worka.

 

Agentura wpływu

 

 

 

Ale sprawa przejrzystych mechanizmów budżetowego finansowania to dalece nie wszystko. Kolejną patologią jest, mówiąc wprost, prowadzenie pod pozorem działalności społecznej wojny ideologicznej przeciw własnemu państwu i narodowi. NGO-sy w wielu przypadkach są po prostu narzędziami uprawiania lewackiej inżynierii społecznej. Nie bez przyczyny tak entuzjastycznie część „trzeciego sektora” powitała powstanie KOD-u – a to już oznacza bezpośrednie polityczne zaangażowanie. Efekt jest taki, że za publiczne pieniądze prowadzona jest antypaństwowa dywersja. Tacy „aktywiści” akurat mogą obecnie poczuć się zagrożeni – przynajmniej od strony materialnej, bo do więzień, wbrew histerycznym wrzaskom, nikt ich przecież nie powsadza.

 

No i w końcu problem zagranicznego finansowania. Tu już mamy aktywność z pogranicza agentury wpływu. Jedną z najbardziej spektakularnych akcji tego typu nagłośnił Rewizor (śp. Jacek Maziarski) w legendarnym tekście Jak zmanipulowano wybory 2007 roku. Powiązana z CDU Fundacja Adenauera poprzez Forum Obywatelskiego Rozwoju Leszka Balcerowicza stała za akcją „Zmień kraj. Idź na wybory” ze słynnym spotem „Zabierz babci dowód”. Inny przykład to wezwanie przez prorektora Uniwersytetu Wrocławskiego na życzenie niemieckiego konsula policji do manifestujących przeciw wykładowi Zygmunta Baumana. Impreza współorganizowana była przez Ośrodek Myśli Społecznej im. Ferdynanda Lassalle’a, finansowany przez Fundację Friedricha Eberta afiliowaną przy SPD. Z kolei stowarzyszenie Otwarta Rzeczpospolita za pieniądze ze specjalnego funduszu Europejskiego Obszaru Gospodarczego (ale też z polskiego budżetu) wydało… poradnik dla kapusiów, instruujący, jak należy donosić w przypadku zetknięcia się z „mową nienawiści” – to samo stowarzyszenie założyło specjalny portal zglosnienawisc.otwarta.org, którego administratorzy na podstawie zgłoszeń czytelników składają doniesienia do prokuratury. Sławomir Sierakowski, z otwarcie dążącej do „przeorania” społecznej świadomości „Krytyki Politycznej”, chwali się, że 90 proc. środków pozyskuje z zagranicy i że „Kaczyński może im skoczyć”. Fundacja Batorego – wiadomo, pozostaje w znacznej mierze na utrzymaniu Sorosa i hojnie rozdziela granty „podwykonawcom” na różne „postępowe” projekty. Można wymieniać jeszcze długo.

 


Temu należy przeciwdziałać, lecz gdy ktoś zwraca uwagę na problem, zaraz podnosi się krzyk, że to „putinizm”. Niemniej, choćby dla przejrzystości życia publicznego, należałoby w ramach rządowej reformy wprowadzić pewne mechanizmy bezpieczeństwa. Po pierwsze, stworzyć centralny i powszechnie dostępny rejestr organizacji otrzymujących zagraniczne wsparcie, tak by każdy obywatel mógł sobie sprawdzić dany podmiot bez żmudnego przekopywania się przez sprawozdania finansowe. Po drugie, ustanowić zasadę, że podmioty korzystające z zagranicznych funduszy będą brane pod uwagę jako ostatnie przy podziale publicznych środków. To naprawdę niezbędne minimum, by nieco przyhamować różnych zawodowych rewolucjonistów, którzy chcą nam tu urządzić Polskę i „społeczeństwo obywatelskie” na lewacką modłę pod dyktando swych sponsorów.

 

Tekst ukazał się na łamach tygodnika Warszawska Gazeta

 

—————————————————–

 

 View image on Twitter

 

View image on Twitter

 

Breadcrumbs

Radio Pomost

Sorry this page uses a flash based native radio and needs adobe flash 10+ support.
Download Flash here.

Reklama



Wszystkie teksty zawarte na tej stronie mog być wykorzystane tylko za zgodą autora strony, lub autora tekstu

Wykorzystanie bez zgody, oznacza zamanie praw autorskich, grożące sankcjami prawnymi

Copyright Radio Pomost Arizona © 2013.